3 rd
Chappell Hill to miejscowosc w Teksasie polozona niecala godziny drogi samochodem na zachod od Houston. Jej mieszkancy sa potomkami Polakow z wojewodztwa poznanskiego, szczegolnie z okolic Gniezna, ktorzy przybyli do Ameryki okolo 150 lat temu. Spotykamy tu nazwiska takie jak Feliczak, Mazurkiewicz, Jozwiak, Cegielski, Nowicki, Modrzejewski, Szymanski, Twardowski, Wozniak itd, itd…. I choc jest to juz trzecie i czwarte pokolenie, wszyscy z wielkim szacunkiem odnosza sie do swoich korzeni polskich. Wiele osob rozumie i mowi po polsku, czesto gwara z poznanskiego, ktora jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W kosciele parafialnym msze odprawiane sa w jezyku angielskim i polskim. Wciaz zywe sa polskie tradycje i obyczaje. Polska muzyka ze stron rodzinnych spelnia wazna rola w zyciu mieszkancow, zwlaszcza przy takich okazjach jak festiwale, uroczystosci parafialne i rodzinne. Znanymi zespolami ludowymi sa kapela Briana Marshalla i kapela Jima Mazurkiewicza.
Czwarty juz rok z rzedu z okazji Swiat Bozego Narodzenia w Chappell Hill odbylo sie wspolne koledowanie. Glownym organizatorem byl prof. Jim Mazurkiewicz. Powszechnie znana jest jego wielka milosc do Polski. To wlasnie on i ks. Jozef Musial zaprosili wszystkich chetnych do wspolnego koledowania. Przyjechalo kilkanascie osob grajacych na skrzypcach, gitarach, akordeonach i perkusji, wsrod nich Brian Marshall z synami w szkolnym wieku. Jeden gra na skrzypcach, drugi na klarnecie. Profesor Jim Mazurkiewicz gra na akordeonie, jego syn James na perkusji. Na spotkanie przygotowano 10 polskich koled z fonetycznym opisem slow dla latwiejszego ich czytania. Zebralo sie okolo 80 osob, wsrod nich sporo mlodziezy. Po raz pierwszy przyjechalo kilka osob z parafii Matki Boskiej Czestochowskiej w Houston. W pochodzie nie zabraklo postaci charakterystycznych dla orszaku koledownikow. Byl klapiacy paszcza turon, byli pastuszkowie, aniolowie, trzech kroli, Matka Boza z malutkim Jezusem i Jozef. Byla szopka, byl gwiazdzich z gwiazda na kiju. Program obejmowal odwiedziny w kilku domach w poblizu kosciola, podroz wynajetym autobusem na pobliskie farmy oraz do znanego zakladu wedlin.
Wzruszajace byla wizyty u ciezko chorej staruszki, wciaz pamietajacej jezyk polski oraz u podeszlego wiekiem niewidomego Murzyna, ktory zaprasza co roku do siebie, zeby posluchac polskich koled. Koledownicy odwiedzili parafialny polski cmentarz. Ksiadz Jozef pomodlil sie za tych, ktorzy odeszli. Przy lunie zachodzacego slonca ze zapalonymi swiecami, przy akompaniamencie kapeli wszyscy obecni zaspiewali po polsku pare koled
W wiekszosci domow na koledownikow czekal poczestunek: przystawki na zimno i na goraco, ciepla zupa, pieczona kielbasa i swietne trunki.
Na koniec dnia kolednicy zostali zaproszeni do starej, historycznej gospody, gdzie wlascicielka Pat Jozwiak podjela wszystkich goraca kolacja. Do poznej nocy rozbrzmiewala polska, ludowa muzyka, spiew roznosil sie na rozlegle pola, a my czulismy sie jakby zawitala do nas czasteczka Polski.
text and Photos by Maryna Kestowicz-Lech
See also:
>> James Smock about Chapel Hill Koledy
>> Events Photos, by James Smock

















